04 01 2016

Dystans

W Nowym Roku mam tylko jedno życzenie – więcej dystansu do samego siebie. A do tego dość radykalnego dystansu. Mam nadzieję, że dystans ten doprowadzi mnie do podłoża gonitwy myśli i emocji, do źródła, jakim jest poczucie „ja”, które myśli i czuje.
 

Kim jestem? Rozluźnienie poczucia „ja”.

Możemy odkryć, że działanie spoza „ja” jest możliwe, a nawet bardzo efektywne. Jest to odkrycie, że jakkolwiek poczucie „ja” umożliwia nam organizację codziennych zajęć, nie jest jedynym możliwym organizatorem życia. „Ja” może zająć należne mu miejsce.(1) Może nie przesłaniać nam całego świata, dzięki czemu możemy otworzyć nasze głowy i zmysły na to, co rzeczywiście jest. Podobne rozważania, o przekraczaniu własnego „ja” znaleźć można w późniejszych pracach Maslow’a (2). Autor ten do końca swojego życia rozwijał koncepcję piramidy potrzeb, której początkowo najwyższą potrzebą, rozumianą, jako motywator ludzkiego działania, była potrzeba samorealizacji. Z czasem, rozmawiając z osobami, których motywacja była na poziomie samorealizacji, odkrył, że mają one jeszcze „wyższą” potrzebę: samo transcendencji. Maslow badał grupę ludzi najbardziej jego zdaniem dojrzałych i zdrowych psychicznie, pozytywnie samorealizujących się, aby ustalić jakie łączą ich cechy. Opisał tych wspólnych obszarów kilkanaście. Jedną z nich była częsta obecność przeżyć szczytowych (peak experience) u ludzi zdrowych, które są "momentami największego szczęścia i spełnienia". Zdaniem Maslowa każdy dobry rozwój ludzkiej istoty prowadzi do samo transendencji, poszukiwania stanów, w których wyraźne poczucie bycia osobnym „ja” jest przekroczone. Doświadczenia te związane są z uczuciem zachwytu, uniesieniem, olśnieniem, a nawet ekstazą. Doznając tego stanu ma się poczucie "pełni istnienia". „Znajdują się poza czasem i miejscem, odgrywają ważną rolę w życiu wewnętrznym człowieka. Podczas takiego doznania jednostka przeżywa stan całkowitego lecz chwilowego uwolnienia się od lęków, niepokojów, kontroli zachowań i obrony. Osoba doznająca takich przeżyć zapomina o otaczającym świecie i traci poczucie przemijania czasu, ujawnia uczucia zdumienia, zdziwienia i pokory, manifestuje uczucie czci, uniesienia i pobożności.”(3) Ujmując sprawę nieco bardziej przyziemnie potrzeba samo transcendencji polega na działaniu dla dobra innych, nie mając przy tym żadnych egoistycznych celów. Takie działanie prowadzi do przeżyć szczytowych.
 
 
O podobnym stanie, przekroczenia wąskiej identyfikacji tylko z własnym „ja”, pisał Mihály Csíkszentmihályi, w książce: „Przepływ” (4) Stan przepływu (po angielsku: „flow”) jest stanem podczas, którego traci się poczucie siebie jako czegoś odrębnego od działania. Pełne zaangażowanie w działanie, powoduje, że „ja” jako regulator nie jest już potrzebne. Zatraca się w działaniu. Jest to niezwykle przyjemny i pożądany stan, który jednocześnie powoduje, że pracujemy niezwykle efektywnie.
 
Dodatkowo „(…) z neurologicznego punktu widzenia, codzienne uczucie bycia zjednoczonym ego jest całkowitą iluzją: pozornie spójne i trwałe ego jest w rzeczywistości budowane z wielu podsystemów i pod-podsystemów w trakcie rozwoju, nie posiada stałego centrum, a ogólne poczucie, że istnieje podmiot doświadczenia jest sfabrykowane z niezliczonych i zupełnie niepowiązanych ze sobą chwil subiektywności.(5)

Powyższe uwagi prowadzą do wniosku, że każdy z nas może mieć dostęp do stanu obserwacji, kiedy „ja” jest wyłączone, kiedy działamy niejako sami z siebie, kiedy po prostu jesteśmy, bez wykorzystywania instytucji pośredniczącej, czyli naszego „ja”. Jak można sądzić tego typu doświadczenia są nie tylko możliwe, ale też bardzo pozytywne. Nie chodzi bowiem w nich o demontaż „ja”, które ma ważną rolę do odegrania w życiu, ale rozluźnienie sztywnej identyfikacji z „ja”. Poczucie „ja” nie jest niczym złym, jeśli „ja” zajmuje swoje należne miejsce, nie jest jedynym centrum naszego doświadczenia. Można działać, czuć, doświadczać w sposób bezpośredni, nie korzystając przy tym z „ja”. Poczucie „ja” jest tylko jednym z nawyków myślowych, czymś w rodzaju wzorca mentalnego (6), podobnym do innych wzorców mentalnych w naszym mózgu. Rozluźniając związek z poczuciem „ja”, z jednej strony wzmacniamy naszą pewność siebie, polepszamy poczucie bycia człowiekiem, z drugiej zaś otwieramy się na doznania szczytowe. Ćwiczenie uważności może pomóc rozluźnić nasz związek z „ja”, dzięki czemu poczucie „ja” zajmie należne, niecentralne miejsce i otworzy nas na bezpośrednie doświadczenie. Możemy też podejmować świadomy wysiłek eksploracji doświadczeń „poza ja”. 
 
 
Idź, jako swoje ciało

Spacer, chodzenie, bieganie, trucht, podróżowanie środkami komunikacji miejskiej a nawet jazda samochodem są doskonałymi przykładami aktywności, podczas których nie potrzebujesz „ja” do ich wykonywania. Idąc, Twoje ciało doskonale wie, samo z siebie, co robić. Nie musisz się zastanawiać, które mięśnie i w jakiej kolejności napinać. To dzieje się samo. Możesz podczas najbliższego spaceru iść tak, aby porzucić zwykłe poczucie: „ja idę”, starając się odkryć w sobie doznanie, świadomość samego spaceru, tak jakby ciało samo się poruszało. Co zresztą w istocie się dzieje. Tego typu odczucia mogą wydawać się niezwykłe i mogą wywoływać pewne obawy. Idąc koncentruj się na oddechu. Po prostu obserwuj oddech, podczas gdy Twoje ciało samo idzie. Zatrzymaj się na chwilę i rozejrzyj, obserwuj, ale w taki sposób, w którym nie angażujesz „ja” do obserwacji. Zwróć uwagę na temperaturę powietrza. Na podmuch wiatru. Na kolory, zapachy, dźwięki. Do doświadczania tego wszystkiego nie potrzebujesz „ja”. Nie musisz wiedzieć jak się nazywasz, kim jesteś, aby czuć, doświadczać. Możesz poruszyć lekko palcem i zobaczyć jak to jest ruszać palcem, nie wiedząc, kto nim rusza. Jak to jest jak Twoje ciało rusza palcem. W pewnym sensie, jak palec rusza się sam.

Kwestia wyprowadzania własnego ciała na spacer może być kwestią ważką, tak ważną, że spacerowanie może stać się wręcz osnową naszego życia. Kierunkiem, stylem życia, czy nawet filozofią. Frederic Gros w książce „Filozofia chodzenia” (7)pisze, o co najmniej trzech rodzajach wolności jakie rodzą się podczas spacerowania. Pierwszy rodzaj wolności związany jest z powrotem do bardzo prostych przyjemności, odkrywaniem na nowo jak bardzo przyjemny może być wiatr na twarzy, filiżanka herbaty, praca mięśni. Spacer, jest jednocześnie powrotem do natury i porzuceniem tego co sztuczne. Drugi rodzaj wolności; „(…) chodzi o spotkanie z wolnością rozumianą jako granice siebie i człowieczeństwa, jako potok zbuntowanej natury, która wykracza daleko poza nas samych.” Trzecie zaś rodzaj wolności, najbliższy proponowanemu przeze mnie rytuałowi wyprowadzania swego ciała na spacer, to: „oswajanie z tym, co od zawsze trwa w nas niezmienione i czeka, aż je obudzimy: z wiecznym „Ja”, wykraczającym poza maski, funkcje, tożsamości, historie.” Spacerowanie, zwłaszcza, jeśli bierzemy w nawias zwyczajowe rozumienie samych siebie, swojego „ja”, jest też wzmacnianiem innej strategii budowania własnego życia: Prostoty. Spacerowanie jest niezwykle prostą techniką, która jednakże może być głęboką filozofią życia. Możemy początkowo na spacerach poszukiwać powrotu do prostych doznań, następnie szukać kontaktu z własną definicją człowieczeństwa, szczególnie w jej zwierzęcym aspekcie, aż wreszcie zanurzyć się w bezczasowej, otwartej przestrzeni. Podobną wędrówkę odbywamy w ciągu całego naszego życia.
 
Przestań się utożsamiać
 
Poczucie „ja” tworzy się poprzez nakładanie na siebie kolejnych przeżyć i doświadczeń. Przypomina film, który składa się z pojedynczych zdjęć jednak zapominamy o tym, że to tylko zdjęcia. Bierzemy iluzję filmu za nasze „ja” (8). Utożsamianie się z przeżyciami, myślami, ideami, opiniami, działaniami, emocjami jest mechanizmem w jaki poczucie „ja” powstaje. To są zdjęcia, które w efekcie tworzą film, nazywany „ja”. Ćwiczenie uważności pokaże nam, że nie jesteśmy naszymi myślami, opiniami, poglądami, ideami. Mimo tego, że właśnie utożsamiając się z tymi wytworami umysłu tworzymy poczucie „ja”, to jednak nie jesteśmy tym wszystkim. Nawet codzienne czynności jak wstawanie z łóżka, higiena, jedzenie, droga do pracy, planowanie zadań w pracy – mogą być realizowane bez konieczności angażowania poczucia „ja” w ich realizację. Mogą się dziać same z siebie. Jeśli pozwolimy, aby to wszystko działo się niejako samo z siebie, otworzymy się na znacznie potężniejsze, bardziej przestronne „ja”, nie ograniczone do nawykowego rozumienia samych siebie.
Polski poeta Edward Stachura proponuje pewien zabieg słowny i myślowy, aby móc oddalić się od tego, w jaki sposób zwykle o sobie myślimy. W swoich utworach (9) zamienia podmiot „ja” na „się”: „Się weszło w wieś i się szło przez wieś całkiem wyludnioną.(…)” (10)Możemy spróbować, robiąc to, co zwykle robimy, eksperymentować z poczuciem podmiotu działań, wykorzystując tę technikę. Na poziomie myśli może to polegać na powtarzaniu sobie: „Nie jestem moimi myślami”, „Nie jestem tym, co robię”. Pozwólmy różnym doświadczeniom przepływać przez nas, nie zatrzymując ich, nie budując podmiotu doświadczania i działania. Możemy nawet potraktować samą świadomość tego, co się dzieje, jako nie wyłącznie naszą jednostkową. Wówczas być może odkryjemy, że świadomość nie jest wyłącznie wydarzeniem lokalnym, związanym z jakimś podmiotem. Nazywając to doświadczenie może pojawić się takie określenie: „Jest widzenie” lub „Widzi się”.
 

 

 
(1) Willigis Jager OSB, Fala jest morzem, str. 16
(2) Maslow, A. H. (1970b). Religions, values, and peak experiences.
(3) https://pl.wikipedia.org/wiki/Prze%C5%BCycie_szczytowe
(4) Mihály Csíkszentmihályi, Przepływ
(5) Dr Rick Hanson, Dr Richard Mendius; „Mózg Buddy” str. 259
(6) Dr Rick Hanson, Dr Richard Mendius; „Mózg Buddy”
(7) Frederic Gros w książce „Filozofia chodzenia” str. 12-13
(8) Dr Rick Hanson, Dr Richard Mendius; „Mózg Buddy”
(9) Edward Stachura, „Fabula Rasa”, „Się”
(10) Edward Stachura, Tom 2 „opowiadania” str. 251

0 KOMENTARZY

NAPISZ KOMENTARZ